Przez lata byłam tą „najdzielniejszą". Wykształcenie, biznes, zespoły, projekty — na zewnątrz wszystko się zgadzało. W środku żyłam w napięciu, którego nawet nie nazywałam napięciem. Myślałam, że tak po prostu jest.
Decyzje podejmowałam z presji — bo tak trzeba, bo czas, bo co powiedzą. Rzadko wiedziałam, czego ja właściwie chcę. I rzadko pytałam.
Ataki paniki były momentem zatrzymania, którego nie umiałam zignorować. Zrozumiałam wtedy, że sama wiedza i działanie — bez kontaktu ze sobą — nie wystarczą. Zaczęłam inaczej słuchać. Ciała, nie głowy.
Dziś wiem, że to, co czułaś jako „tak po prostu mam" — to nie Twój charakter. To sposób, w jaki Twój układ nerwowy nauczył się funkcjonować. I że można to zmienić. Nie przez kolejną analizę. Przez regulację.
Pracuję z kobietami, które rozpoznają siebie w tym, co napisałam wyżej. Nie jako terapeutka — bo nią nie jestem. Jako ktoś, kto przeszedł tę samą drogę i zna narzędzia, które działają.
„Bez regulacji
zmiana nie zostaje."